wtorek, 6 czerwca 2017

,,Demon" Łukasz Henel

   Demony minionej wojny wciąż budzą w nas niepokój i grozę. Wracając do cieni tamtych dni, nasza wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, podsuwa nam obrazy okrucieństwa, barbarzyństwa, czyny tak dalece odległe od czynów ludzkich, że nie sposób się z nimi pogodzić.  Łukasz Henel  chętnie sięga po ową tematykę i snuje swoje opowieści z coraz większym rozmachem.  Wykorzystuje grozę rzeczywistych i wymyślonych zdarzeń, istniejącym wówczas postaciom rysuje własne biografie, wszystko to okraszając legendami  i tajemnicami. Wcześniej miałam przyjemność zapoznać się z jego twórczością w powieści ,,Podziemne Miasto” (pewnie pojawi się notka i na ten temat) i już tam bardzo mi się spodobało splatanie teraźniejszości z historią i dodawanie elementu nadprzyrodzonego. Daje to świetne doznania czytelnicze, aczkolwiek czegoś tam jeszcze brakowało. Natomiast tutaj zdecydowanie widać, że autor ewoluuje, robi postępy, sprawił, że zamiast spać późną nocą,  powtarzałam legendarne ,,jeszcze kilka stron”. 




niedziela, 14 maja 2017

,,Doktor Sen" Stephen King - recenzja

   Znając twórczość Kinga, nie sposób nie znać ,,Lśnienia" A jeśli już ,,Lśnienie" to oczywiście Dan Torrance i jego dar, który z pewnością wymienił by na moce bardziej przydatne i spektakularne. Chociaż z drugiej strony, nie wiem czy ktoś chciałby się zamienić- taki Spiderman czy Wolverine po ciągłym spotykaniu ducholudków mógłby szybko wylądować na stosownym leczeniu. A Dan? Jak ten chłopiec dał sobie radę? Jak potoczyło się jego życie? Właśnie ,,Doktor Sen" jest kontynuacją jego losów.





poniedziałek, 8 maja 2017

,,Powrót" Wojciech Gunia - recenzja

   Swój egzemplarz ,,Powrotu" nabyłam natychmiast jak tylko dotarła do mnie informacja, że wydawnictwo Agharta wznowiło publikację. Pisałam nie dawno o powieści Guni >Tutaj< i o wrażeniu jakie na mnie wywarła więc, nic dziwnego w tym, że zaczęłam polować na inne jego prace. Ten debiutancki tomik  zawiera  opowiadania z gatunku weird fiction- na naszym rodzimym poletku współcześnie, właściwie nie uprawiany, a dzięki autorowi, który świetnie się w nim porusza istnieje nadzieja, że ten trend zostanie zmieniony.




sobota, 29 kwietnia 2017

,,Prosta historia o morderstwie" - recenzja

,,Prosta historia o morderstwie" (2016)
Reż. Arkadiusz Jakubik



Foto Filmweb

   Arkadiusz Jakubik od jakiegoś czasu zaskakuje swoich fanów. Nie wystarcza mu sława specyficznego aktora. Nie sposób zapomnieć scen gdy się wykrwawia z odgryzionego penisa (Drogówka), biega odziany w zwiewne szatki jako producent pornoli (Jak to się robi z dziewczynami) czy traci głowę (Wołyń). Sprawdza się też jako wokalista (Dr.Misio) i reżyser. ,,Prosta historia o morderstwie" jest jego drugim reżyserskim dziełem i mam nadzieję, że nie ostatnim, chociaż trochę kazał nam poczekać. Obsada jest obłędna- Andrzej Chyra, Kinga Prejs i Filip Pławiak, którego rola w ,,Czerwonym pająku" była tak doskonała, że dość wysoko stawiam mu poprzeczkę. Tutaj co prawda nie miał aż tak dużego pola do pokazania swoich umiejętności, ale i tak dobrze się sprawdził. 
    Na samym początku są trupy- czyli wg starej dobrej szkoły- najpierw trzęsienie ziemi, potem kolejne wstrząsy. Widzimy rodziców Jacka, zamordowanych w rodzinnym domu. Zamieszanie, policja, konsternacja, chaos. Następnie narracja zaczyna biec dwutorowo- a więc spoglądamy wstecz na wydarzenia, które doprowadziły do zbrodni. Na początku wyłania się obraz kochającej, zwyczajnej rodziny. Jacek idąc w ślady ojca zostaje policjantem, zaczyna z nim służyć na tym samym komisariacie. I tutaj okazuje się, że rodzina nie jest tak doskonała, a kochający ojciec nie dość, że alkoholik i domowy tyran to jeszcze skorumpowany, wykolejony wrak. Mamy tu wszystkie odcienie walki z nałogiem. To znaczy walczy Jacek. Bo ojcu nie przeszkadza, matka usprawiedliwia, koledzy wspierają i bronią.  Widzimy jak chłopak stara się chronić rodzinę, nawet za cenę własnego, spokojnego życia, a zderza się z murem niezrozumienia. 
  Retrospektywna narracja miała ukazać dwa wątki- jedna to tragedia rodziny, druga natomiast to życie zawodowe ojca  i współpraca z gangsterami. Dla mnie jednak wątek rodzinny mocno zdeterminował ten drugi. Sceny były po prostu dosadniejsze, uczucia i strach rodziny bardziej działały na wyobraźnię niż powiązania z małomiasteczkowymi bandytami, które zresztą były mdłe, słabo zaakcentowane. Brakło scen ukazujących prawdziwy obraz tych powiązań, trochę więcej realności i pieprzyku.  Gang na hulajnogach nie przekonał mnie tak jak ojciec, którego męskość przejawiała się chlastaniem żony po twarzy. 
  Film godny polecenia, kryminał, sensacja, dramat, nie przegadany, z doskonałym aktorstwem, przykuwający uwagę. Czekam na kolejny pomysł Jakubika. 
  

piątek, 21 kwietnia 2017

Mnich

,,Mnich"
Matthew Gregory Lewis





   Na temat tej książki toczyła się swojego czasu ciekawa rozmowa na jednej z grup FB. Na tyle ciekawa, że tytuł wylądował na mojej liście do przeczytania. I oto jest- wydanie z Vespera, okraszone cudownie klimatycznymi rycinami, skopiowanymi z drzeworytów George'a Tute'a, tłumaczenie Zofii Sinko oraz posłowie Macieja Płazy, sprawia, że nie tylko czytanie jest dobrą przygodą ale i samo obcowanie z tak pięknie wydaną książką.
  Matthew Gregory Lewis był uważany za człowieka miłego, stroniącego od konfliktów i skandali. Wydanie utworu o tak odmiennej konstrukcji, wzbudziło wiele kontrowersji i krytyki, również w rodzinie autora. Aby uspokoić jakoś sytuację, w czwartym wydaniu Lewis złagodził nieco jego formę. Nie na wiele się to zdało, gdyż rozgłos i gorące dyskusje nie milkły, ostatecznie dając pisarzowi sławę. Bo chociaż pisał dość dużo, nie udało mu się później stworzyć równie smakowitej powieści.
   Znaczna część powieści dzieje się w klasztornych murach. Tam gdzie powinno być siedlisko cnót wszelakich, z dala od ludzkich oczu, toczą się losy zakonnej braci, nie do końca w sposób pobożny. Oderwani od rzeczywistości, nie zaprawieni w stawianiu oporu pokusom, bardzo szybko tym pokusom ulegają. Ojciec Ambrozjo od dziecka chwalony za nieugiętą wolę, ascezę i bogobojność staje się świetnym przykładem na to jak łatwo odkryć, że to tylko płaszczyk samouwielbienia. Jak łatwo poddać go próbom, rzucając go ku coraz cięższym uczynkom i jak łatwo on sam znajduje dla nich wytłumaczenie.
   W klasztorze żyją też mniszki- wydaje się, że jedyne czemu się oddają to modlitwy i dbanie o odpowiednie ułożenie młodych adeptek. To również ułuda. Pod rządami przeoryszy, wymagającej okrutnych kar dla najmniejszych przewinień, wyzutej z ludzkich odruchów dzieją się sceny kaźni dziewcząt, które nie odnalazły się w tej rzeczywistości. Bezlitosna i władcza, dąży tylko do tego, by być chwaloną za wzorowe prowadzenie sióstr. Nikt nie wnika w odrażające sposoby, jakimi się posługuje.
  Pozostała część to opowieści po części awanturnicze, gdzie młodzi, bogaci chłopcy spotykają zbójców, ratują potrzebujących i zdobywają serca pięknych dam. Prowadzi ich honor i dobroć. Zakochani pozostają wierni po śmierć. Losy wszystkich postaci wykreowanych przez Lewisa ostatecznie splatają się w nieszczęsnym klasztorze, ale cała intryga, doskonałe opisy, magia, zjawy, namiętności i słabości człowieka, nie pozwalają odejść od lektury.
  Początkowo archaiczny już język może przeszkadzać tym, którzy za takim stylem nie przepadają. Dla mnie od początku jest doskonale zrównoważony odrobiną humoru, dialogami pełnymi dramatyzmu, mrokami gotyku. Wyraźnie czuć Szekspirowskie klimaty. Smaczków dodają postacie zapożyczone z legend i innych utworów literackich- Żyd Wieczny Tułacz, Król Wód. Wydawało by się, że konstrukcja nie udźwignie tylu wątków i splotów wydarzeń, jednak autor doskonale sobie z tym poradził. Minęło już dwieście lat, a jego utwór wciąż pobudza wyobraźnię, przyspiesza bicie serca i każe się zastanowić nad wolą człowieka. Słabą czy mocną? Na to sami musimy sobie odpowiedzieć.
   Dużą frajdę sprawiło mi przeczytanie posłowia. o którym wspomniałam na początku. Doskonałe podsumowanie Macieja Płazy, który wyjaśnił skąd młodziutki Lewis zaczerpnął pomysł do napisania tej powieści. Wiele celnych informacji o początkach nurtu gotyckiego, który zaczynał się odcinać od powieści sentymentalnych i obyczajowych, a oferował coraz większy wachlarz zjawisk nadprzyrodzonych, dziwacznych czy krwawych.
   Zdecydowanie polecam. Wydaje mi się, że każdy, komu nie przeszkadza język, znajdzie tutaj coś dla siebie.


środa, 29 marca 2017

Krowa Matylda

,,Krowa Matylda"
Alexander Steffensmeier





   Są książki, które bawią nie tylko dzieci ale i rodziców. Mogę z powodzeniem zaliczyć do tego gatunku ,,Krowę Matyldę". Kiedy Młody Człowiek został uzbrojony w kartę czytelniczą, ulubiona pani bibliotekarka podsunęła nam ową historyjkę, w której się zakochaliśmy. Zazwyczaj mam tak, że nie lubię czytać dzieciakom tych samych bajek. Co jak wiadomo jest odwrotnie proporcjonalne do chęci dzieciaków bo one zwykle domagają się wciąż tych samych. Tym razem jednak sprawa zakończyła się tak, że nie protestuję. Tą książeczkę możemy czytać i czytać bez końca.
   Mały ma 3 lata i nudzą go jeszcze zbyt długie teksty. Tutaj mamy minimum słów, za to ilustracje -obłędne. Wykorzystano każdą możliwą przestrzeń na zbudowanie tej scenerii, którą stworzył sam autor. Cudownie przedstawiona sielska wieś, psotne i niezwykle operatywne zwierzęta, no może poza świniami bo one ciągle śpią, oraz trafnie przedstawione uczucia i mimika, dzięki którym dzieciaki przeżywają wszystko mocniej, intensywniej.
   Kiedy Matylda znajduje mapę skarbów, Maluch razem z nią wyrusza na poszukiwania. Paluszkiem wskazuje kierunki, wyszukuje ukryte elementy, dostrzega ukryte postacie i baaardzo zabawne sytuacje. Można tu znaleźć np. kurę biorącą dyskretnie prysznic po całym dniu mozolnego kopania dziury, czy wóz przeprowadzkowy dla ryb bo obok powstał większy akwen. Cała oprawa graficzna jest tak pomyślana, że z powodzeniem można opowiedzieć wiele własnych historyjek. Humor jest tak wszechobecny, że nawet starszy brat Malucha uznał, że są w dechę. A, że brat jest dorastającym nastolatkiem to jest to opinia wiele znacząca.





  Mały zakochał się w tej zakręconej, sympatycznej Krówce tak bardzo, że postanowiliśmy dokupić inne egzemplarze. Jesteśmy bardzo ciekawi jej nowych przygód i myślę, że jeszcze nie jedna książeczka do nas zawita. Tym bardziej, że wydanie jest świetne nie tylko wizualnie, ale jest też po prostu solidne- spory format 23X30cm, twarda oprawa, strony z grubego, mocnego papieru, porządnie zszyte. Na pewno wytrzyma wiele naszych wspólnych podróży.




  I proszę jaka radość po rozpakowaniu przesyłki.





   Wszyscy polecamy, tym małym i tym troszkę większym. ,,Krowa Matylda" cudownie poprawia nastroje i sprawia, że czytanie nigdy się nie nudzi.

czwartek, 23 marca 2017

The Disappointments Room

,,The Disappointments Room"
Reż. D.J. Caruso
(2016)



Foto BookMyShow



  Nie  będzie fajerwerków, obgryzania paluchów ze strachu, nie będzie chowania się pod kocykiem, nie będzie nawet staroświeckiego, przyzwoitego BOOO. Mimo wszystko można obejrzeć bo to całkiem przyzwoity film. I chociaż temat wałkowany we wszystkie strony jak ciasto na chrusty, a scenariusz niesłychanie przewidywalny, jest przy czym zajadać popkorn.
  Rodzina wprowadza się do dużego domu, znajdującego się na odosobnionej, zalesionej działce. Nie ma nic odkrywczego w tym, że opuszczone domy muszą mieć swoje tajemnice. Nie dziwi zatem fakt, że Dana szybko znajduje drzwi, prowadzące do pokoju. Pokój jest o tyle zagadkowy, że nie widnieje na żadnych planach, a solidnie zaryglowane drzwi nijak nie dają się otworzyć. Pomiędzy remontowaniem domu, a zajmowaniem się mężem i synem, kobieta poprzez wspomnienia zdradza nam bolesne przeżycia, z którymi musieli się zmierzyć przed wyjazdem. Powoli to, co im się przydarzyło, splata się z przebrzmiałymi wydarzeniami w domu. Przez chęć naprawienia błędów i chronienia najbliższych obłęd miesza się z rzeczywistością.
  Film ogląda się gładko, na plus zaliczyć można to, że już od początku akcja toczy się wartko. Poczucie niepokoju wywołuje prowadzenie kamery tak, by widz zobaczył bohaterów oczami ukrytego intruza. Równie przyjemnie odbiera się zdjęcia z pleneru gdzie poczucie sielskości mąci jedynie świadomość, że gdzieś czai się coś obcego. No i oczywiście sam dom - piękny na zewnątrz jak i w środku. Zazwyczaj w filmach o takiej fabule domy niepokoją i straszą. Estetyka tła miała wydobyć tragizm tego, co się działo z poprzednimi mieszkańcami. Tragizm, nie groza bo ostatecznie tej  tutaj nie wiele. W mojej ocenie najwięcej strachu wywołał czarny, groźny pies. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

poniedziałek, 20 marca 2017

Góra Tajget

,,Góra Tajget"
Anna Dziewit-Meller





   Powieść ukazująca echa wojny. Tej wojny, która w naszej świadomości jest wciąż żywa i obecna. Wiele już napisano i powiedziano na temat tamtych dni. Tutaj możemy się przekonać jak nie wiele wiemy o ludzkich dramatach, jak nie wiele nas to obchodzi i jak szybko przejdą do niepamięci.
   Wszystko zaczyna się na współczesnym Śląsku. Spokojnemu, dobrze ułożonemu Sebastianowi rodzi się córka. Wtedy zaczyna czuć co to znaczy prawdziwy strach. Co to znaczy ponosić odpowiedzialność za drugą istotę. Miewa koszmary i przerażające myśli. Tak bardzo boi się o bezpieczeństwo córki, że nie odchodziłby od jej łóżeczka. Ale jego lęki są niczym w porównaniu do tego, co wcześniej działo się tam, gdzie dziś mieszka i pracuje. Tam gdzie dr. Luben sprowadzała śmierć na małe dzieci, tłumacząc to badaniami naukowymi, tam gdzie  Zefka przeżyła rozstanie z rodziną, gwałty i śmierć dziecka, tam gdzie mały Rysiu byłby  skazany na śmierć gdyby los nie zesłał mu anioła...
   Konfrontacja przeszłości z teraźniejszością daje nam możliwość wielu doznań. Buntujemy się przeciwko temu, co wydarzyło się wtedy, widząc jednocześnie jak błahe są nasze dzisiejsze obawy. Jak niewiele można zrobić by cierpienia tamtych ofiar nie odeszły w niebyt. Jak trudno zrozumieć oprawcom, że mają krew na rękach.
  Tematyka poruszona w książce sprawia, że zastanowimy się nad losem tych, którzy byli świadkami tych okrutnych chwil. Wszyscy ich mieliśmy. Nieliczni jeszcze mają. Jeszcze chwilę. Zastanowimy się nad ich związkami, tak ulotnymi jak okazały się związki pozornie obcych bohaterów tej powieści. Bo oni nie byli obcy. Połączył ich już na zawsze ból i strach, którego my nie jesteśmy w stanie nawet sobie wyobrazić.
  Autorka przedstawia minione wydarzenia niemalże chłodno. Jakby usunęła zasłonę i pokazała kilka scen mówiąc ,,tak było". Nie ocenia, nie wyciąga wniosków, te zostawia nam. Zostawia nas samych z uczuciami, które nie sposób stłumić w trakcie lektury. Nie sposób powstrzymać łez i smutki, i cichego jęku ,,mój Boże"  i nie sposób spojrzeć później na własne dziecko bez  dreszczu niepokoju...

piątek, 17 marca 2017

Nie ma wędrowca

,,Nie ma wędrowca"
Wojciech Gunia



   Prawdziwą przyjemnością jest już samo trzymanie tej książki. Bardzo klimatyczna okładka, działająca na wyobraźnię, wykonana przez Kaję Kasprowicz zachęca do zapoznania się z tą powieścią. Paweł Mateja napisał ,,długo się nie otrząśniecie" i zapewniam, że tak właśnie będzie. To nie jest horror straszący duchami, potworami czy zombiakami. To horror straszący nas tym co nieuniknione, tym czym sami jesteśmy. Jest pełen smutku i goryczy, pobudza wrażliwość emocjonalną czytelnika jak i zmusza do rozważań  nad sensem istnienia, nad odpowiedzialnością za swoje czyny.
   Główny, bezimienny bohater, który jest narratorem tej powieści przybywa do małej miejscowości. Przypadkowo znajduje pracę  jako stróż w tartaku. Jego osobowość jest przedstawiona w taki sposób, że od razu wzbudza sympatię. Widać, że lubi samotność, że niesie ze sobą jakiś balast, a jednocześnie dość szybko nawiązuje kontakty. W trakcie wykonywania swoich obowiązków dowiaduje się o swoim poprzedniku. Roszczuk był starszym mężczyzną, który zmarł w czasie mrozów. Nikt nie znał go na tyle blisko by wiedzieć kim na prawdę był. Nasz bohater zupełnie przypadkowo poznaje jego niesamowitą historię. Styka się z wydarzeniami, które wstrząsają i wywołują ciekawość, budzą niepokój ale i współczucie. W przedziwny sposób ból, którego zaznawał staruszek, koił jego własny, dawał szansę na rodzaj odkupienia po tym, co stało się dawno temu.
   Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów by nie psuć lektury, mogę jedynie zapewnić, że znajdziecie tu olbrzymi ładunek emocjonalny. Powieść jest napisana barwnym, sugestywnym językiem, czyta się z przyjemnością, hipnotyzuje i wciąga, Z każdą kolejną stroną, można odczuć chłód, niemalże poczuć płatki śniegu na skórze i mroźne podmuchy wiatru. Realność bohaterów podkreślają dialogi, które często są wulgarne, takie właśnie jak wiele rozmów ciężko pracujących mężczyzn, żyjących w trudnych warunkach. Wątek nadprzyrodzony dzieje się gdzieś w tle. Na pierwszym planie są ludzkie tragedie i potworne zbrodnie, szukanie odpowiedzi na pytania kim jesteśmy, jaki jest cel naszego istnienia i nadawania sensu wszystkiemu co robimy. Sporo filozoficznych rozważań i prób odpowiedzi. Wszystkie wątki w moim odczuciu są wyśmienicie zbalansowane i odpowiednio podane.
  Przy dość niewielkiej objętości powieści, dostarczyła intensywnych wrażeń i na długo zapadła w pamięć. Dopiero po jej zakończeniu można zrozumieć znaczenie tytułu. Może powinnam powiedzieć ,,spróbować zrozumieć" bo ostateczne zrozumienie zdaje się być wciąż poza naszym zasięgiem...

sobota, 11 marca 2017

Sen, brat śmierci

,,Sen, brat śmierci"
Grzegorz Gajek





   Autor zachęcił mnie do lektury już swoim wstępem. Lubię noc, tę ciszę i magiczne cienie, to jak dom skrzypi i światło latarni omiata nikłym blaskiem ściany kuchni. Jeśli jeszcze świeci księżyc- nic, tylko chłonę. A sny? Sny kiedy już nadejdą kreują inny świat, przestrzeń dla odmiennych doznań. Od rzeczywistości dzieli je granica zwiewna jak pajęczyna.  I taki właśnie jest ten zbiór- ponura prawda przeplata się z baśniowością, to co wydaje się prawdziwe i namacalne w rzeczywistości jest ułudą i na odwrót.
W tomiku jest jedenaście opowieści o różnym natężeniu ,,dziwności". Nie sposób nie myśleć o nich jak o snach ze względu na przewrotność, na budowanie porządku, który za chwilę wali się ale nie w gruzy, tylko tworzy nowe obrazy. Już pierwsze opowiadanie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Znacie to uczucie gdy wydaje się wam, że gdzieś błądzicie, że przechodzicie z jednego pomieszczenia do innego, mijacie ciąg korytarzy, widzicie dziwne przedmioty i sytuacje? Taka właśnie jest ta opowieść. Nic, tylko zapisany sen.
   Są też opowieści, które nie koniecznie muszą być sennym majakiem. I te budziły niepokój na zupełnie innej płaszczyźnie. Czy narkoman śniący o składaniu ofiary, jest zdolny zupełnie nieświadomie ją złożyć?  Czy umierając zmierzamy do nieba, piekła, czy jeszcze innego miejsca? I czy zachowujemy jeszcze wtedy wspomnienia tego kim byliśmy? Tutaj mamy właśnie jedno opowiadanie utrzymane w konwencji ,,nie wie, że umarł". Mamy i takie, które pokazuje jak nasze własne demony i lęki mogą się przedostać do realnego świata, przysłaniając nam prawdziwy obraz rzeczywistości.
   Osobiście najbardziej spodobał mi się ,,Wurdałak". Opowiadanie napisane w formie listu- odpowiedzi do poprzedniego opowiadania. Rzecz miała się dziać w roku 1517 na ziemiach polskich. Pięknie zarysowana historia kraju, świetne opisy przyrody jak i ludzi. Opis charakternych Polaków niezwykle trafny. I te wojenki, polowania i zabobony, i chęć do trunków. Ach! I gdzieś w tym wszystkim zaczyna się dziać rzecz niesłychana, z lękami i gusłami, z ukrytymi potworami. Pokusiłabym się tutaj o porównanie do Gaimana. Poczułam ten sam klimat, z ta różnicą, że ten nakreślony przez Gajka jest nasz, swojski, tak przyjemny w odbiorze, że po skończeniu czułam niedosyt.
   Szczerze polecam tym czytelnikom, którzy gustują w zwariowanych fabułach, gdzie nie obowiązują żadne ramy. Gdzie granice są płynne i plastyczne, a autor wodzi nas na manowce.Zwodzi nas,  czy to sen jeszcze czy rzeczywistość wirtualna, a może zwyczajne majaki wariata.
 

czwartek, 9 marca 2017

Nienasycony

,,Nienasycony"
Łukasz Radecki



Debiut powstałego właśnie wydawnictwa Phantom Books. Sama nazwa na pewno wielu z was kojarzy się od razu z kultowym Phantom Press i z pewnością wielu z was właśnie od tego wydawnictwa zaczynało przygodę z horrorami. Mnie to cieszy szczególnie bo pokazuje, że groza polska jednak istnieje. I ma się ostatnio całkiem dobrze.
  ,,Nienasycony" jest świetnym przykładem na to, że groza kat.B w rodzimej odsłonie, może być fajną rozrywką. Radecki już od pierwszej strony pokazuje, że jest to możliwe. W małej wsi pewien młokos zostaje porzucony przez dziewczynę i jedyne co jest w stanie czuć to żądza zemsty. Jak wiadomo, młode umysły nie do końca myślą racjonalnie, ponadto swą zapalczywością szybko zarażają rówieśników. Tak więc chłopak prosi o wparcie przyjaciół i razem wpadają na nienajlepszy pomysł uwolnienia demona, który miałby ukarać niewdzięczną dziewczynę. Przeprowadzony rytuał wydaje się dawać im władzę nad  jego działaniami. Niestety. Prawda zmieni ich życia na zawsze.
  Fabuła jest prowadzona w taki sposób, że z czasów współczesnych, możemy zerknąć w przeszłość. W czasy gdy Zakon Krzyżacki miał się całkiem dobrze i toczył swoje zwycięskie walki. Ale za powodzeniem tych walk nie stało tylko męstwo i chwała Boża, o nie...
   Wątek ,,historyczny" jest skonstruowany bardzo obrazowo i wiarygodnie, czytałam z przyjemnością i uznaniem dla autora, chociaż wątek współczesny oferował znacznie więcej krwawych scen w mojej ocenie. Ale ta różnica wcale nie wpłynęła na spójną całość. Opowieść  jest podana w ten sposób, że czyta się gładko i z przyjemnością. Lekki niedosyt pozostawił we mnie potencjał Nienasyconego. Niektóre sceny aż się prosiły by pokazać jego prawdziwą moc. No chyba, że to było celowe posunięcie. Dostaliśmy opis potwornego bytu, strachu i przerażenia jakie siał wokół siebie i resztę powinniśmy sobie dopowiedzieć. Być może. Ja akurat lubię takie otwarte scenariusze, więc kupuję. Tym bardziej, że zakończenie pozostawiło nas z ogromnym polem do popisu by wykreować swoje własne.
   Nie byłabym sobą gdybym się czegoś nie uczepiła. Tak już mam. Styl i słownictwo nie sprawiły większego problemu przy czytaniu. Wychwyciłam tylko jeden błąd logiczny i jedno zdanie potworek, ale biorąc pod uwagę całość- przymknęłam oko.
   Polecam zdecydowanie. Krótko, gładko, treściwie. No i oczywiście wypatruję kolejnych publikacji.