środa, 31 stycznia 2018

,,Jakiś potwór tu nadchodzi" Ray Bradbury

      Czujecie obawę na widok magika, czy klauna? Nie? Cóż, może jednak powinniście zachować czujność.  Jeśli dodatkowo jesteście zmęczeni życiem, roztrząsacie swoje porażki i potknięcia, zapomnieliście jak to jest, cieszyć się życiem, z pewnością powinniście sięgnąć po tę książkę. Ray Bradbury pokaże Wam jak własne doświadczenie z  dzieciństwa, przekuł na ciekawą historię o… No właśnie o czym?



  



     Jest to jedna z tych powieści, gdzie główną role grają dzieciaki. Dwaj chłopcy zbliżający się do swoich czternastych urodzin, których los połączył od dnia narodzin. Razem dorastają i razem spędzają czas. Jim i Will- ogromnie różni, a jednak pięknie koegzystujący  ze sobą.  Jak dwa żywioły, odmienne i wrogie, a bez siebie nie istniejące. Symbolizują to, co młodość ze sobą niesie, a więc wigor i radość, zuchwały i ufny pęd ku przyszłości, ciekawość  dorosłości. Po drugiej stronie mamy ojca Willa. Skromnego starszego pana, wciąż rozmyślającego o decyzjach, które w przeszłości podjął. Czy te decyzje były rzeczywiście złe?  Dlaczego tak bardzo dręczyły pana Hallowaya? Wiecznie oderwanego od rzeczywistości, zamkniętego w bibliotece, nostalgicznie  obserwującego młodość i zapalczywość syna?
     Cała akcja dzieje się w sennym, typowym, amerykańskim miasteczku, gdzie wszystko ma swój rytm, miejsce i czas. Pierwsza rysa na tym sielskim obrazku pojawia się kiedy to staromodną, parową koleją do miasteczka zajeżdża wesołe miasteczko. O trzeciej w nocy. Pod koniec października. Wszystko zdaje się gubić sens i logikę. Tylko chłopcy dostrzegają w porę zagrożenie, jakie czai się od strony właścicieli lunaparku.  Bardzo szybko orientują się na czym zależy nie do końca ludzkim istotom, ale czy dzięki swojemu wrodzonemu sprytowi i niezwykłej przyjaźni będą w stanie skutecznie się bronić? Czy zapalczywość jednego i realizm drugiego nie zniszczą więzi, która ich spajała?
     Tytuł powieści sugeruje, że dostaniemy kolejny horror z potworem wyskakującym z krzaków. Nic bardziej mylnego. Mamy tu do czynienia z niezwykle poetycką treścią, licznymi alegoriami, formą, która zdecydowanie wymaga skupienia, choć fabuła jest dość prosta. Opowieść  o przemijaniu i człowieku, którego przekleństwem jest świadomość tego przemijania. O tym, jak wykorzystać to, co w nas dobre- miłość, współczucie, zrozumienie, by godnie przeżyć swój czas,  nie zapełniając  go jedynie schematycznymi działaniami. I chociaż lunapark i postacie go wypełniające są tylko symboliczne, teraz  jeszcze bardziej nie ufam klownom i magikom.
   Nie jest to łatwa lektura, choć bardzo przyjemna, wyraźnie widać w niej późniejsze inspiracje choćby Kinga. Brzmią tu mocne nuty znane z ,,To”, ,,Przebudzenia”, a także z innych utworów.  Lektura, którą polecam tak dorosłym jak i dorastającym młodym ludziom. Choć nie wiem czy Ci drudzy przełkną formę książki napisanej, jakby nie patrzeć  kilka dekad wcześniej, do tego dość trudnym językiem.



4 komentarze:

  1. Po samym wstępie skojarzyła mi się ta książka z "TO" Kinga. :) Bradbury to mój wielki wyrzut sumienia, mam zamiar zabrać się za niego w tym roku, na pewno przeczytam i to.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio stałam się bardzo wybredna jeśli chodzi o literaturę, w związku z czym czytam niewiele. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I teraz uświadomiłam sobie jak wielkie mam zaległości książkowe...
    Ciekawie opisane. Może kiedyś sięgnę po tą pozycję.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  4. nie znam ani książki, ani autora ale teraz chętnie to zmienię:)

    OdpowiedzUsuń